 |
|
 |

 Dlaczego Bóg, Odwieczny, przemawia?

Z historii wiemy, że Bóg, Odwieczny, wysyłał do nas, ludzi, proroków, przez których nie tylko poważnie napominał, ale też intensywnie wskazywał drogę, zawsze wtedy, gdy wzrastało zdziczenie ludu, wyrażające się najgorszymi ekscesami i ekstazą ludzkiego ja i prowadzące do decydujących zwrotów w historii ludzkości w wyniku skrajnych wykroczeń przeciw fundamentalnym zasadom boskiego porządku.
Jeżeli obserwujemy nasz dzisiejszy świat i analizujemy zachodzące w nim wydarzenia, to staje się dla nas jasne, dlaczego Bóg posyła w takim czasie proroka, przez którego się objawia. Czujny człowiek rozpozna, że stoimy teraz u progu potężnego przełomu ziemskiego życia, jaki nigdy jeszcze nie wydarzył się w historii ludzkości. Obecnie przeżywamy początki wydarzeń, które zostały obrazowo przedstawione w objawieniu Jana.
Kataklizmy, zachodzące zarówno w świecie, jak i wywodzące się z ziemi, potęgują się. Ludzie zniszczyli ziemię i jej ochronną powłokę - atmosferę. Stratosfera otwiera się coraz bardziej. Wpływy z wszechświata trafiają nas, ludzi, w najróżnorodniejszych postaciach.
Morza stały się śmietnikiem, świadectwem ludzkiego braku kultury; znajdujemy w nich ścieki z niezliczonych fabryk i odpady radioaktywne. Gleba jest wyjałowiona. Całe połacie lasów tropikalnych stanowiących płuca ziemi są wycinane. Olbrzymie masy wody przemieszcza się i ujmuje zaporami w sztuczne zbiorniki. Manipuluje się roślinami i zwierzętami. Zwierzęta są okrutnie dręczone - również w laboratoriach dla celów doświadczalnych. Tysiące gatunków zwierząt wymiera, gdyż ziemia, na skutek ingerencji człowieka w procesy przyrody, nie może zapewnić im potrzebnej do życia przestrzeni i odpowiednich warunków.
Ludzie stają się coraz okrutniejsi. Kwitnie handel ludzkimi narządami. Naukowcy różnych dziedzin wkraczają świadomie w procesy i struktury życia - jest to wkraczanie w porządek dany przez Boga, wobec którego ludzie jeszcze do niedawna odczuwali pewien respekt. Nieznane dotąd choroby przybierają na sile. Ciosy losu wzmagają się i spiętrzają. Klęski głodu, choroby, bestialskie działania wojenne, gwałtowne przestępstwa zagrażają ludziom na całej ziemi. Różnice między bogatymi i biednymi są coraz większe. Coraz częściej dochodzi do skandali. Coraz więcej jest przypadków korupcji. Nierówność, niesprawiedliwość, manipulacja, kłamstwo i oszustwo na małą i na wielką skalę oraz bezrobocie prowadzą do coraz większych napięć. Skandaliczne stosunki na świecie stają się coraz bardziej skrajne i alarmujące. To wszystko rozwija się w szalonym tempie. To co obowiązywało jeszcze wczoraj, dzisiaj już nie ma znaczenia. Dotyczy to także słowa dawanego przez mocarzy tego świata. Już chociażby z tych kilku przykładów można wyczytać, że znajdujemy się w pierwszej fazie przełomu o potężnych rozmiarach, przełomu o katastrofalnych skutkach.
Charakterystyczne dla stanu zdziczenia narodów jest to, że zanikają wszelkie etyczne i moralne wartości. Rozprzestrzenia się rozwiązłość. Oczywiste jest, że instytucjonalne "chrześcijaństwo" nie daje już ludziom żadnej ostoi. Kościoły pustoszeją mimo całej swojej wystawności i przepychu; są tak puste, jak niejedno "pobożne" słowo, które było i jest w nich wypowiadane. Wielu z tych, którzy w kościołach szukali Boga, swojego Ojca, i drogowskazów do Niego, musiało stwierdzić, że nie można Go tam znaleźć. Bóg nauk kościelnych nie pomaga im ani zrozumieć ich osobistych losów, ani się z nimi uporać. Ponieważ ludzie nie mogą pogodzić obrazu kochającego Boga z tym, że Bóg nie łagodzi ani nie usuwa dotykających ich ciosów losu, chorób, trosk i wszelkiego zła, które dzieje się na świecie, stracili w Niego wiarę. Bardzo trudno jest zaufać Bogu, który skazuje swoje dzieci na wieczne potępienie. Kościelni władcy swoją wystawnością i przepychem przedstawiają tylko siebie samych, zamiast oddawać cześć Temu, którego Bóg nam przysłał - Jego Synowi - i zamiast nauczać jasnej i niezakłamanej nauki Jezusa, Chrystusa, i uosabiać ją przez swoje życie w świadomości, że oni sami nie są niczym innym, jak tylko sługami Tego, który jest wszystkim.
Tak zwani kościelni urzędnicy opierają się na państwie, aby poprzez władze państwowe ściągać podatki kościelne oraz otrzymywać odpowiednie udogodnienia, do których instytucje kościelne, kościół państwowy, roszczą sobie pretensje. Wierni i pozostali obywatele płacą na kościelnych zwierzchników, nie pytając za co.
Jeżeli zastanowimy się nad życiem Jezusa, nad Jego nauką, dobrą nowiną, zwiastowaniem wielkiej miłości Bożej i porównamy z tym dzisiejsze chrześcijaństwo, to możemy stwierdzić, że z tej prostej, genialnej nauki Jezusa prawie nic nie pozostało. Wszystko jest skierowane na władzę kościelną i zysk kościołów. Niewielu kościelnych chrześcijan wie, że oni sami są świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w nich. Niewielu z nich wie, że mogą się po prostu skierować do wnętrza, do Boga w swoim sercu, aby bezpośrednio z Nim rozmawiać poprzez modlitwę, którą starają się urzeczywistnić w dniu powszednim - i że mogą zbliżyć się do Niego przez spełnianie Przykazań Bożych i Kazania na Górze danego przez Jezusa. Do tego nie trzeba żadnych dostojników kościelnych, żadnych pozłacanych budowli, żadnych dogmatów i rytuałów, lecz jedynie wiedzy, że Bóg, który mieszka w sercach ludzi, kocha ich i pragnie im pomóc, jeżeli oni tego chcą. Nie potrzebujemy niczego więcej prócz wiedzy, że człowiek jest odpowiedzialny za wszystko co czyni, zgodnie ze słowami Jezusa z Kazania na Górze: Za każde zbędne słowo będziesz w dniu sądu pociągnięty do odpowiedzialności. To dotyczy też złośliwych myśli, nieszlachetnego odczuwania i złych czynów oraz postępowania podyktowanego przez najniższe ludzkie popędy.
Z tego wynika, że to, co człowiek sieje, to będzie również zbierał. To nie Bóg posyła nam to, co dzisiaj musimy znosić i przecierpieć; to nie Bóg zanieczyścił ziemię i morza; to nie Bóg ingeruje w atmosferę, aby ją uszkodzić; to nie Bóg posyła nam klęski głodu, choroby i cierpienia. Nie po to Bóg posłał swojego Syna, abyśmy się uczyli, jak dzieciom Trzeciego Świata wyrywać z ciała narządy dla potrzeb transplantacji, jak nękać, zabijać i zjadać zwierzęta, jak wycinać lasy tropikalne i zmieniać bieg rzek tej ziemi przez budowanie olbrzymich zapór. Bóg nie posłał nam swojego Syna, aby nas nauczyć, jak rozpychając się łokciami wzbogacić się tak, żeby powstała przepaść między bogatymi i biednymi. Jezus nie nauczał nas też bestialskich działań wojennych i nie radził nam, żebyśmy słuchali kościelnych dostojników. On powiedział do nas, ludzi: Pójdźcie za Mną, Jezusem, Chrystusem! Tego nauczał nas przez proste reguły życia, które są jednocześnie najwyższymi naukami. Większość ludzi była trzymana w opieszałości i w ogłupieniu i dopuszczała do tego, żeby teolodzy i kościelni zwierzchnicy stali się zarządcami religii, która przykrywa się tylko płaszczykiem "chrześcijańskiej".
Czyż Chrystus Boży ma milczeć, gdy Jego nauka została wypaczona i jest używana do sprawowania władzy, gromadzenia bogactwa i wprowadzania w błąd wierzących w kościoły? Z Wewnętrznej Religii, religii serca, głębokiej wiary, ujawniającej się we właściwym urzeczywistnianiu nauki Jezusa, nic już nie pozostało w instytucjonalnych kościołach.
Fakt, że Bóg w naszych czasach posyła do ludzi proroka, przez którego się objawia, aby swoje dzieci, które kocha, ocalić od mąk, jakie same sobie nałożyły i jakie zgodnie z prawem siewu i zbioru na każdego kiedyś spadną, może zrozumieć tylko ten, kto osiągnął pewność, że Bóg jest miłością, że On, Bóg, nasz odwieczny Ojciec, troszczy się o nas, o swoje dzieci. Dowodem Jego wielkiej miłości jest Jego boski Syn, współrządca niebios, który przyszedł do nas, do ludzi, który jako Jezus z Nazaretu przybliżył nam naszego Ojca miłości, którego można znaleźć jedynie we w n ę t r z u każdego człowieka - podczas modlitwy w cichej izdebce i przez spełnianie Jego przykazań i Kazania na Górze.
Te proste słowa Jezusa, te wskazówki i bliskie życia nauki, jak doznać Boga, naszego Ojca, w naszym sercu, zostały przez kościelnych urzędników umyślnie zatajone. Ludzie zostali skierowani do kościelnych urzędników, do księży, duchownych, biskupów, kardynałów lub tego, który pozwala się nazywać "Ojcem Świętym". Tego wszystkiego Jezus nie chciał. Tego wszystkiego my też nie potrzebujemy. Jezus nauczał nas modlitwy "Ojcze nasz" i tego, że powinniśmy przebaczyć bliźniemu i prosić go o przebaczenie za nasze grzechy, i że nasz odwieczny Ojciec może przebaczyć nam tylko wtedy, kiedy my też to uczynimy z całego serca. Do tego nie potrzeba więc żadnych kościelnych urzędników i żadnej spowiedzi, przez którą grzesznicy ośmielają się rozgrzeszać innych grzeszników - rzekomo z polecenia Boga.
Kochaj Boga z całego serca, z całej swojej duszy, ze wszystkich swoich sił, a bliźniego jak siebie samego. To jest prosta i jasna nauka - "oczywiście" zbyt prosta dla kościelnych urzędników. Od czasu do czasu jest ona przez nich przedstawiana w zakamuflowany sposób, ale prawdziwy sens tej wielkiej i niezrównanej nauki nie jest wyjaśniany, a przede wszystkim nie jest ukazywany przykładem ich własnego życia. Gdyby reprezentanci oficjalnych kościołów uosabiali tę niezrównaną naukę, która mówi, że powinniśmy Boga kochać z całego serca, wtedy nie mieliby już prawa nazywać się kościelnymi dostojnikami.
Właśnie w tym czasie, w którym zapowiada się potężny przełom, Bóg znowu posłał proroka, aby powiedzieć ludziom: JA JESTEM obecny. JA JESTEM z wami również w najcięższych czasach. Bóg nie zmusi jednak żadnego człowieka, aby Go słuchał. Bóg daje przez proroka i ten, kto Jego słowa potrafi przyjąć w głębi swego wnętrza, a więc urzeczywistnić w życiu codziennym, doznaje Boga w swoim sercu.
Po przeszło dwudziestu latach proroczego działania ciągle jeszcze mam uczucie, że nie jestem w stanie sprostać temu potężnemu zadaniu. Nigdy nie chciałam być prorokiem, ale w duszy proroka leży duchowe zlecenie Boga, które przez proroka musi być spełnione.
Kiedy znalazłam Boga w moim sercu, chciałam być wyłącznie Jego dzieckiem, Jego córką, i spełniać Jego wolę. Urząd proroczy zawsze sprawiał mi trudności i jeszcze dzisiaj tak jest, ale czynię to, gdyż Bóg tego chce. Ostatecznie jestem prorokinią wbrew mojej własnej woli.
|
 |